wtorek, 1 sierpnia 2017

Górskie wędrówki: Kasprowy Wierch (fotorelacja)

Moi stali czytelnicy bloga na pewno doskonale wiedzą o tym, że kocham góry. Cieszę się, że mam do nich blisko, bo mieszkam na Podhalu. Jeżeli mam czas, towarzyszy oraz wiem, że pogoda będzie idealna na wycieczkę, to pakuję niezbędne rzeczy i jadę. Zazwyczaj jadę w Tatry razem z moją siostrą i tatą w weekend, ale tym razem udało nam się pojechać w czwartek (20.07.2017 r.) Trasę wybrałam tydzień wcześniej, po przeszukaniu połowy internetu i obejrzeniu paru map. Jeżeli jesteście ciekawi tego, jak przebiegła nasza wędrówka oraz chcecie obejrzeć zdjęcia to zapraszam do rozwinięcia postu!




19.07.2017


Zawsze dzień przed wyprawą większość rzeczy musi być przygotowana i spakowana. Do plecaka wkładam to, co mogę. Resztę spakuję rano. Wybieram też ubrania w których pójdę i nie zapominam schować ważnej rzeczy - książeczki GOT PTTK. Lubię zbierać pieczątki z miejsc w górach, w których byłam, jak również odznaki. Zdobywa się je za pokonywanie szlaków górskich, a każdy z nich ma już przypisaną liczbę punktów. W góry zabieram też mapę, bo dzięki niej mogę sprawdzić nazwy szczytów otaczających mnie. Jestem kierowcą, więc muszę wiedzieć jak dojechać w dane miejsce, w tym przypadku do Kuźnic w Zakopanem. Razem z tatą sprawdzam trasę dojazdu i miejsca, gdzie można byłoby zostawić samochód. 
Tego dnia nie udało mi się iść wcześnie spać. Zasnęłam po północy.


20.07.2017


Pobudka o godzinie 3:40. Czy mi się wydaje, czy spałam mniej niż 4h? Nawet nie wiecie, jaka byłam zła na moją siostrę, która przyszła mnie obudzić. Nie miałam w ogóle siły na to, aby wstać. W końcu jakoś zwlekłam się z łóżka i zaczęłam szykować. Z Rabki-Zdrój do Zakopanego mam blisko, ale czym wcześniej się wyjedzie, tym lepiej.  Pakuję do plecaka pozostałe rzeczy, jem szybkie śniadanie i wraz z tatą oraz Zuzią (którzy też są już gotowi) wyjeżdżam z domu. 


Miejsce, gdzie łączą się szlaki: żółty i niebieski z Kuźnic



Tak miło jechało się przy dźwiękach piosenek granych w radio, że zapomnieliśmy o skręceniu z głównej drogi w inną, boczną. Na szczęście niedaleko było rondo, więc łatwo było nawrócić. Chwilę później, po stwierdzeniu, że musimy być bardziej uważni, znów pomyliliśmy drogę i ponownie trzeba było szukać miejsca do nawrócenia auta. Wydaje mi się, że wtedy myślami byliśmy już w górach. Z miejscem parkingowym nie było problemu.


A tak wygląda wbijanie pieczątek do książeczki w schronisku



Po wyjściu z auta, zabraniu kijków, plecaków i ubraniu butów górskich, ruszyliśmy do kasy, gdzie kupiliśmy bilety wstępu do Doliny Jaworzynki. Tam przybiłyśmy pierwsze pieczątki tego dnia. Później zaczęliśmy kierować się w stronę Hali Gąsienicowej i schroniska Murowaniec. Nie będę Wam opisywać całej tej trasy, aby nie przynudzać, więc wrzucam link do strony gdzie krótko jest to przedstawione. 



Na Hali Gąsienicowej


Po dotarciu do na teren schroniska rozłożyliśmy plecaki na ławkach i tata został, aby je przypilnować. Ja i siostra udałyśmy się podbić nasze książeczki GOT PTTK. Ludzi w środku było bardzo dużo i cieszyłam się, że mamy swoje jedzenie, dzięki czemu nie musieliśmy stać w kolejkach. Wróciłyśmy do taty i zjedliśmy przygotowane kanapki i słodycze. Po odpoczynku po wyczerpującym podejściu przez Dolinę Jaworzynki, ruszyliśmy dalej.


Szczyt zdobyty!



Już w domu postanowiliśmy, że rozłączymy się po wspólnym, półgodzinnym marszu. Zuzia  i tata udali się na Świnicką Przełęcz a ja samotnie wyruszyłam zdobywać Kasprowy Wierch. Później mieliśmy spotkać się na szczycie.  Ich trasa była dłuższa i bardziej wymagająca, więc miałam dużo czasu, aby dojść na Kasprowy Wierch. Po drodze robiłam więc często przystanki, aby odpocząć ale też wchłaniać bajeczne widoki, jakie roztaczały się wokół. W górach towarzyszyła mi książka Adama Fabera pt. "Kroniki Jaaru. Księga luster". Dzięki niej czas upłynął mi bardzo szybko.


Czytać przy takich widokach, to coś niesamowitego



Po dojściu na szczyt postanowiłam trochę pozwiedzać, bo jak wiecie lub nie, jest tam kolejka, której używa wiele osób. Nie daje to jednak takiej satysfakcji, jak piesze wejście na szczyt. Tym razem nie mogłam znaleźć miejsca z pieczątkami i o pomoc poprosiłam chłopaków, którzy chwilkę wcześniej rozmawiali o nich. Zawsze cieszy mnie, gdy w górach spotykam życzliwe osoby.


Ludzi dużo, a pieczątki podbite



Niedługo później dołączyła do mnie siostra z tatą. Na szczycie nie byliśmy długo. Nadmiar ludzi zniechęcał do siedzenia tam. Rozłożyliśmy mapę, aby sprawdzić trasę powrotną i wybraliśmy Dolinę Goryczkową. Trasa była bardzo długa oraz wymagająca i współczułam osobom, które o godzinie 15-16 dopiero wychodziły tamtędy na szczyt. W góry wychodzi się rano, a nie popołudniu. Takie jest moje zdanie.


A co tu widać?



Kochani, to taka skrócona relacja. Mam nadzieję, że spodobała się Wam. Polecam wybrać się na taką wędrówkę. Będziecie mieć wspaniałe i niezapomniane wspomnienia! Widoki są cudowne i aż nie chce się wracać z Tatr do domu!


Z siostrą Zuzią (tata był fotografem)


Cztery pieczątki jednego dnia, to mój rekord


10 komentarzy:

  1. Zazdroszczę, że masz tak blisko do Zakopanego. :( Ja z centrum Polski i takie wyjazdy nie są zbyt częste. :/ Świetne widoki. ♥♥♥
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to szkoda, bo takie wyjazdu są cudowne :)
      Buziaki!

      Usuń
  2. Piękne widoki. Zazdroszczę ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. aaaa ♥ kocham góry, kocham Tatry! mam do nich duży sentyment; mam nadzieję, że uda mi się niebawem również poczytać w takiej aurze, chociaż nie wiem czy będę potrafiła się skupić na lekturze :)
    pozdrawiam :* przesyłam buzi od Toma ;)
    tomandbooks

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się :D Widoki są tak zniewalające, że trudno od nich oderwać wzrok :)
      Dziękuję! Buziaki! ;*

      Usuń
  4. Podziwiam, bo ja szczerze nienawidzę chodzić po górach. Widoczki super, wszystko fajnie, ale no po prostu nie xd

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń